Dzień dobry, kocham Cię. Prolog.

– Noooo, dalej Endymion! Pokas co potlafis! – woła mój najlepszy przyjaciel Jed, który teraz szczerzy do mnie swoje szczerbate zęby i wymachuje przed nosem zabawkową, drewnianą szabelką. Uśmiecham się do niego szeroko i jednym ruchem wytrącam mu broń z ręki, która ląduje kilka kroków od niego.

– Lepiej ze mną nie zadzieraj. – mówię spokojnie. – Bo następnym razem nie będę już taki grzeczny. Jedaite w odpowiedzi pokazuje mi język i idzie po swoją szablę. Tak naprawdę to nigdy nie gniewaliśmy się na siebie dłużej niż pięć minut. Może dlatego, że znamy się od urodzenia i jesteśmy najlepszymi kumplami, jak to kiedyś powiedział sam Jed. Ale oprócz niego mam jeszcze trzech innych przyjaciół, którzy są dla mnie jak bracia. Oni jednak nie biorą udziału w naszych zabawach. Ale wcale mnie to nie dziwi. W końcu ja i Jedaite jesteśmy najmłodsi z całego towarzystwa. W sierpniu skończę cztery latka, a Jed jest młodszy ode mnie o ponad pół roku.  A to bardzo dużo zmienia.  Cała nasza piątka wychowuje się w królestwie, którym rządzą moja mamusia i tatuś. Chłopaki, to znaczy, Jedaite, Nephraite, Zoisite i Kunzite zostali oddani pod ich opiekę. I tak oto od tamtego czasu jesteśmy najlepszymi przyjaciółmi. Nasz wolny czas upływa zazwyczaj na nauce i zabawie. W końcu kiedyś też będę królem jak tata.  Czasami zastanawiam się jak to będzie w przyszłości, kiedy będę taki duży jak on.  Czy też będę musiał nosić na głowie koronę albo jeździć po świecie? Czy dalej będę przyjaźnił z chłopakami? Czy…?

 – Endymionie!

Moje rozmyślania przerywa głos mamy, która chyba chce, żebym do niej przyszedł. Odwracam się w stronę, skąd dobiegło mnie jej wołanie. Widzę ją. Jest śliczna jak zawsze. Ma długie, brązowe włosy, które bardzo ładnie skręcają się na końcach. Wysoka i szczupła. Nosi bardzo ładne, długie sukienki. I jeszcze nigdy nie widziałem,  żeby płakała. Lubię patrzeć, kiedy się uśmiecha i słuchać jej głosu, kiedy czyta mi przed snem. Często mi mówi, że jestem bardzo podobny do taty. Jedynie kolor oczu mam po niej. Takie jak niebo, gdy jest noc.

– Co się stało, mamusiu? – pytam i idę w jej stronę, zostawiając Jeda samego. Mam ochotę się do niej przytulić. Jedaite często się przez to ze mnie nabija i mówi, że jestem strasznym dzieciuchem.  Ale mam to w nosie.

– Mamy gościa, kochanie. – odpowiada mi, gdy jestem już przy niej i głaszcze mnie po głowie. Szczerze mówiąc, wcale mnie to nie dziwi. Do mamy często ktoś przychodzi, a ja mam być wtedy grzeczny i ładnie odpowiadać, gdy o coś mnie zapyta.

– Kto to jest? – pytam dalej, kiedy mama w tym samym czasie strzepuje mi z włosów trawę, którą obrzucił mnie wcześniej Jed podczas zabawy.

– Zobaczysz. – mruga do mnie i uśmiecha się tak, jak lubię. Bierze mnie za rękę i oboje idziemy do altanki, która stoi na samym końcu ogrodu. Kiedy już docieramy na miejsce, widzę, że naszym tajemniczym gościem jest jakaś pani. Od razu zauważam, że jest tak samo ładna jak moja mamusia. Też ma długie włosy, ale nie są brązowe, tylko jakieś takie fioletowe. Kiedyś słyszałem, że taki kolor nazywa się lawendowy. I w ogóle są bardzo śmiesznie uczesane. Tak jakby miała pyzy na głowie. I ma takie ładne oczy. Jak te kwiatki co rosną u nas w ogrodzie. Chyba fiołki. Ale nie jest taka szczupła jak mama. Wręcz przeciwnie, ma bardzo duży brzuch, który często sobie głaszcze. Może ją boli? Najbardziej jednak interesuje mnie symbol, który ma czole. Złoty księżyc. Prawie taki sam widzę w nocy na niebie zanim pójdę spać. I bije od tej pani takie ciepło i spokój… Tak długo patrzę się na nią, że nawet nie zauważam jak ona przygląda się mnie. Zaczyna mi się robić głupio. Opuszczam głowę w dół i jedynie, co udaje mi się powiedzieć, to ‚przepraszam’. Nie widzę jednak, żeby mama albo ta pani były na mnie złe.

– Nic się stało, chłopcze. – słyszę jak odpowiada głosem prawie tak samo melodyjnym jak u mamy. Podnoszę głowę i uśmiecham się niepewnie do niej. Ona również się do mnie uśmiecha i czuję, że rzeczywiście jest wszystko w porządku.

 – Proszę, usiądź Seleno i odpocznij. W twoim stanie nie jest wskazane tak długo stać.

Kolejną rzeczą, którą kocham u mojej mamy to jej dobre serce. Zawsze, gdy się przewrócę i stłukę sobie kolano, to całuje je i mówi, żebym nie płakał. Dla tej pani też jest troskliwa, mimo, że nie jest małym chłopcem, który cały czas się przewraca i ściera kolana do krwi. A może naprawdę jest chora? Zaczynam się martwić o nią.

– Isabello, sama dobrze wiesz, że ciąża to nie choroba i da się z nią jakoś funkcjonować. – słyszę jak nasz gość się śmieje i odwracam się jego stronę. Ciąża? Co to jest? I powiedziała, że to nie jest choroba…

– Mamo, co to jest ciąża? – nie wytrzymuję i pytam. Spuszczam szybko głowę w dół i modlę się po cichu, żeby tylko na mnie nie nakrzyczała. Przecież jestem grzeczny. A to, że nie wiem, co to takiego jest, to już nie moja wina…

– Endymionie, jak już zauważyłeś, mam bardzo duży brzuch. – zaczyna mówić do mnie pani, którą mama nazwała Seleną. – A jest on taki duży tylko dlatego, bo jest tam dziecko. Twoja mama wyglądała tak samo, zanim się urodziłeś. Nie musisz się mnie bać. – puszcza do mnie oczko i mierzwi mi włosy. Myślę, że chyba ją polubię. I będzie miała dziecko, które może kiedyś zostanie moim nowym najlepszym przyjacielem. Już nie mogę się doczekać i aż klaszczę w ręce z radości.

– Cieszysz się?

– Nawet bardzo. – odpowiadam i szeroko się uśmiecham. – Przecież niedługo będę miał nowego przyjaciela. Będziemy się razem bawić i poznam go z chłopakami…

– Nie będzie to raczej możliwe w najbliższym czasie, skarbie. – przerywa mi mama. – Musi minąć trochę czasu, zanim zacznie chodzić a co dopiero wywijać szabelką z taką wprawą jak ty i chłopcy. – śmieje się i głaszcze mnie po głowie. Momentalnie tracę dobry humor. Siadam koło niej na jednym z krzeseł, które stoją ustawione wokół stolika i postanawiam się już nie odzywać.

– Jak w ogóle się czujesz? – słyszę troskę w głosie mamy, gdy tylko zadaje pytanie pani Selenie.

– Jak na razie wszystko jest w najlepszym porządku. Mała jest zdrowa i rośnie jak na drożdżach. Nie mogę się doczekać dnia, kiedy będę mogła ją w końcu wziąć na ręce i przytulić…

`- Zaraz, zaraz… – zaczynam gorączkowo myśleć. – Jaka ‚mała’? Przecież to miał być chłopiec! Mój przyszły najlepszy przyjaciel! Nie chcę dziewczynki… Nic mi nie powiedziały… Okłamały mnie… Chociaż w sumie dziewczynka też nie jest zła… Moglibyśmy się bawić w dzielnego rycerza i piękną księżniczkę… Broniłbym ją przed smokami, a ona w zamian dawałaby mi wianki z kwiatów… Oczywiście jak już nieco podrośnie.`

– Nawet się nie obejrzysz a już będzie po wszystkim. – odpowiada wesoło moja mama i upija łyk herbaty z filiżanki. W tym samym czasie zauważam, że pani Selena znowu gładzi swój brzuch, delikatnie się przy tym uśmiechając.

– No cóż… I chyba właśnie się obudziła, bo zaczęła kopać. – mówi najwyraźniej zadowolona z tego powodu ta dziwna, jak dla mnie, pani.

Zaczynam się zastanawiać, co ona widzi takiego fajnego w tym, że dziecko ją od środka bije. Powinna gniewać się, że przez nie cierpi, ale gdy patrzę na nią to nie widzę ani trochę, żeby się choć odrobinę złościła albo krzywiła z bólu. Wręcz przeciwnie – jest szczęśliwa z tego powodu! Myślę, że chyba z głową pani Seleny nie jest zbyt dobrze i jej trochę współczuję. Mimo wszystko dalej patrzę, jak z wielką czułością gładzi swój ogromny brzuch. Musi bardzo kochać swoje dziecko. Moja mama pewnie robiła tak samo zanim się urodziłem. Z zamyślenia wyrywa mnie głos pani Seleny:

– Może chcesz zobaczyć jak mocno kopie?

Nikt jednak się nie odzywa i zaczynam powoli rozumieć, że mówiła do mnie.

– J-ja… ? Nie wiem, czy to jest dobry pomysł. – odpowiadam po dłuższej chwili lekko wystraszony.

– Czemu tak myślisz? – pyta z bardzo zaciekawionym wyrazem twarzy.

– No cóż… – próbuję znaleźć jakąś sensowną wymówkę, ale nic jak na złość nie może mi przyjść do głowy. Przecież nie mogę jej powiedzieć ‚nie, bo nie’. Sprawię tym pani Selenie wielką przykrość, a już o reakcji mamy nie chcę nawet myśleć. Staram się nie patrzeć na żadną z nich. Może zapomną o mnie. Chociaż szczerze w to wątpię…

– Idź. – słyszę nagle tuż przy uchu szept mamy, która teraz siedzi blisko mnie i głaszcze po plecach. Jest to gest pełen ciepła, więc przestaję się bać i odwracam wzrok, by na nią spojrzeć. Jej oczy mówią mi, że nie mam się czego obawiać. Że nikomu nie stanie się żadna krzywda. Ani mi, ani pani Selenie, ani jej dzidziusiowi. Ufam jej. Wiem, że mnie nie oszuka. Dlatego długo się nie zastanawiam i idę do koleżanki mojej mamy. Pani Selena uśmiecha się i przywołuje przyjaznym gestem, abym podszedł bliżej.

– Podaj mi swoją dłoń. – prosi mnie, gdy jestem już wystarczająco blisko. Wyciągam do niej rękę, a ona łagodnie ją bierze w swoją, tak samo delikatną jak u mamusi. Trochę się denerwuję. Nie wiem, czego się spodziewać. Patrzę jak nasze dłonie przysuwają się coraz bliżej jej zaokrąglonego brzucha, aż w końcu całkowicie na nim leżą. Zamykam oczy, wstrzymuję oddech i czekam. Jednak nic się nie dzieje. Nic a nic! Jestem rozczarowany i chcę już zabrać swoją rękę, ale nagle coś się pod nią poruszyło. Bardzo mocno. Chcę coś powiedzieć, lecz nie mogę wydusić z siebie ani jednego słowa, bo nagle przed oczami zaczynają przeskakiwać mi jakieś dziwne obrazki. Najpierw tata z panią Seleną trzymają się za ręce. Potem bach. Widzę jak się obejmują i na siebie spoglądają. W ich oczach widzę dużo miłości. Ale coś mi tu nie pasuje.. Nie wiem jednak, co, nie mogę skupić się na szczegółach, bo te dziwne obrazki szybko się zmieniają! Bach! Bach! Bach! Jeden po drugim! Zabieram szybko dłoń z brzucha tej kobiety, która najwidoczniej ma coś do mojego taty. Oboje – ja i pani Selena jesteśmy w szoku. Ja z powodu tego, co widziałem, a ona…

– Coś się stało? – słyszę niepokój w głosie mamy. Nie chcę jej jednak mówić o tym, co przed chwilą się stało. Odwracam się w jej stronę i kręcę przecząco głową. Wiem, że nie ładnie jest kłamać, ale muszę to zrobić. Odwracam głowę z powrotem w stronę pani Seleny. Od razu zauważam, że coś jest nie tak. Oddycha tak jakoś ciężej i trzyma się kurczowo za brzuch. Tak jakby ją bolał. Jejku, co ja najlepszego narobiłem?!

– Seleno, co ci jest?

– Boli… – ledwo, co, to powiedziała, a po jej policzku potoczyła się łza. Cierpi i najwidoczniej jest to moja wina. Jestem pewny jednego: mama z tatą będą na mnie okropnie źli. I prawdopodobnie przestaną kochać. Chcę coś powiedzieć… Przeprosić… Ale nikt mnie nie słucha, bo mama właśnie próbuje ją uspokoić.

– Cii… Spokojnie. Oddychaj głęboko… Wdech… I wydech… O tak… Wszystko będzie dobrze… – mówi łagodnie i gładzi po głowie panią Selenę. Widzę, że sama jest zdenerwowana, jednak nie daje tego po sobie poznać.

– Ona nie może teraz… Jest za wcześnie… A jeśli coś jej się stanie?! Proszę, tylko nie…

Nie mogę dłużej słuchać tego, jak ta biedna kobieta cierpi. Zakrywam rękami uszy, jednak i tak wszystko słyszę. Czuję, że po moich policzkach płyną łzy. Nie chcę, żeby coś stało się jej albo dziecku, które nosi pod swoim serduszkiem! To wszystko moja wina! Nagle do głowy przychodzi mi bardzo dobry pomysł: ucieczka. Tak! Muszę czym prędzej stąd uciec, inaczej czeka mnie sroga kara. A ja nie chcę, żeby rodzice się na mnie gniewali! Długo nie myśląc odwracam się i pędzę ile sił w nogach w stronę pałacu, aby schować się we własnym pokoju i do końca tego dnia, a nawet swojego życia z niego nie wyjść. W uszach słyszę świst powietrza, pełen cierpienia krzyk pani Seleny i moją mamę, która woła, abym wracał z powrotem do niej. Ale ja nie mogę… Tak bardzo mi przykro mamusiu, że cię zawiodłem. Ja nie chciałem! Przepraszam… Proszę, wybacz…

Cześć! Jestem raczej z tych raczkujących jeśli chodzi o pisanie ff. 🙂 Uwielbiam SM i wszystko co z tą tematyką związane. Mam malutką nadzieję, że chociaż trochę spodobają się Wam, moim potencjalnym czytelnikom, moje wypociny 😀 Dziękuję za uwagę i do zobaczenia po przerwie reklamowej 😛

Reklamy

7 thoughts on “Dzień dobry, kocham Cię. Prolog.

  1. O jejciu! Punkt widzenia małego dziecka jest słodki! Totalnie słodki! Mały Endymionek podbił moje serce od razu. Takie typowo dziecięce postrzeganie świata. Podziwiam, ja bałabym się nawet próbować chyba… Bo to jest wyczyn moim zdaniem – napisać coś tak, jakby autentycznie to było dziecko. Szacun! Wielki szacun! Tak samo za wybór narracji – uważam, że narracją pierwszoosobowa jest jedną z trudniejszych i taką, którą trzeba lepiej przemyśleć niż narrator wszechobecny i wszechwiedzący… Co prawda nie przepadam za taką formą narracji, ale w tym wypadku coś czuję, że warto, ponieważ zainteresowałaś mnie i to bardzo. Nie tylko fabułą, ale i stylem i techniką (szczególnie tym, że nie rzuciły mi się w oczy błędy ortograficzne, ani inne dziwne wpadki 😉 )
    Co do samej fabuły – tak rzadko są rodzice Endymiona, że aż miło czytać o ich normalnym życiu 🙂 I ciężarna Selena – tego też jakoś nie pamiętam, a od wielu lat czytam blogi SM xD Och czekam z niecierpliwością na dalsze rozdziały 🙂 Powodzenia! 😀

    Polubienie

    1. Fajnie, że podobają się komukolwiek moje wypociny. To wiele zmienia 😛 Jeśli chodzi o wybór narracji, to właśnie wolałam użyć pierwszoosobowej. Próbowałam to pisać wszystko w 3 os, ale po prostu miałam jakąś blokadę. Dialogi mi się jakoś nie kleiły, wszystko wydawało się takie jakieś sztuczne i w ogóle… A ortografia i różne inne ‚byczki’? No cóż, w gimnazjum miałam nawiedzoną polonistkę i do tej pory jestem wyczulona na błędy, powtórzenia, itp., mimo, że już trochę czasu mi minęło od skończenia szkoły… 😀 Mam nadzieję, że nie zepsuję tego udanego pierwszego wrażenia rozdziałem, który za niedługo opublikuję 😛 Jeszcze raz dziękuję!

      Polubienie

  2. Witaj 🙂 muszę przyznać całkowitą rację koleżance 🙂 świetnie ci wyszedł ten prolog Endymion jako dziecko no no jest taki słodziutki 🙂 więc masz już drugą czytelniczkę 🙂 pozdrawiam i czekam na dalszy ciąg tego opka 🙂

    Polubienie

    1. Spokojnie 🙂 Nowy rozdział już się tworzy 🙂 Póki co mam dwie strony napisane i oczywiście jakaś blokada mi się załączyła, bo jest problem z dalszym doborem słów… Ale cóż, bywa… W każdym bądź razie proszę o odrobinę cierpliwości ;p

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s